Zmiana nastawienia

Zacząłem się interesować witaminami i dietą pod wpływem poglądów sędziwego norweskiego psychologa, dietetyka oraz muzyka w jednej osobie, Kaare Bolgena, który przekonał mnie, że na uczelni medycznej nie nauczono mnie wszystkiego. W owym czasie było to dla mnie wstrząsające odkrycie, choć w stosunku do wielu uznanych praktyk medycznych tlił się w moim umyśle zdrowy sceptycyzm. Odbyłem staż w szpitalu, przeszedłem kurs w zakresie patologii i na własne oczy przekonałem się w kostni­cy, jak wiele osób zmarło nie tylko wskutek złego stylu życia, ale także niepotrzebnych, ryzykownych zabiegów chirurgicznych przeprowadzanych głównie na pacjentach z chorym sercem. Zale­żało mi na własnym sercu, więc zainteresowałem się problematy­ką długowieczności, pomimo uprzedzeń moich zwierzchników. Owo skoncentrowanie się na prawdziwej „opiece zdrowotnej”, nie zaś na „leczeniu chorób”, miało wkrótce przynieść dobre re­zultaty w mojej praktyce medycznej.

Kaare Bolgen ma obecnie ponad dziewięćdziesiąt lat. Rozma­wiając z nim niedawno, dowiedziałem się, że nadal regularnie jeź­dzi na łyżwach i właśnie ukończył pisanie książki. Od dawna jest na diecie wegetariańskiej, biorąc wiele suplementów dietetycz­nych, w tym niektóre w sporych dawkach.

Odkąd pojąłem znaczenie suplementów, zacząłem je zalecać wszystkim swoim pacjentom oraz każdemu, kto był skłonny mnie wysłuchać, a także przyjmować je sam. Startuję w maratonach; dla przyjemności uprawiam biegi, marsze, grywam w racketballa, jeż­dżę na rowerze oraz na nartach. Przestrzegam zdrowej, pełnowarto­ściowej, głównie jarskiej diety, unikając zwłaszcza cukru i margary­ny. Staram się również chronić przed zbyt silnymi stresami.

Na początku lat 80. poznałem kardiologa dra George’a Sheehana, który również uprawia biegi długodystansowe i napisał kilka popularnych książek na temat biegania. Przebadawszy moje serce stwierdził, że dawna diagnoza była trafna odnośnie tego, co „może” się zdarzyć, ale niestety towarzyszyło jej fałszywe twierdzenie, że sport prowadzi do ataku serca. W istocie ćwiczenia fizyczne czę­sto poprawiają stan mięśnia sercowego. Dowiedziałem się nieba­wem, że przy niewydolności zastawki aktywność ruchowa skraca rozkurczową fazę pracy serca.

Ponadto we wczesnych latach 60. kardiologowie nawet nie do­puszczali myśli, że witaminy oraz inne suplementy dietetyczne są w stanie chronić i wzmacniać serce. Naturalnie to był rok 1962 i tylko nieliczne osoby – a ja wówczas się do nich nie zaliczałem – były świadome powiązań między dietą, suplementami i choro­bami.

Studiując medycynę, miałem te same nawyki żywieniowe, co moi koledzy z uczelni – jadałem hamburgery, frytki, pijałem colę, a często kawę. Ćwiczyłem tylko sporadycznie i nie umiałem kon­trolować stresu (jeżeli nie liczyć tego, że nie stroniłem od zdrowe­go śmiechu). To typowe dla młodych ludzi, lecz zły tryb życia prowadzi do wystąpienia poważnych problemów w starszym wie­ku, gdy spada odporność organizmu, a czasem nawet wcześniej. Cieszyłem się wprawdzie nie najgorszym zdrowiem, ale co roku zapadałem na grypę bądź silne przeziębienia.

Teraz biorę wiele suplementów i z upływem lat zwiększam do­zy tych substancji, które chronią przed symptomami starości oraz szkodliwym oddziaływaniem wolnych rodników. Nie sugeruję, że mój program jest optymalny dla wszystkich, ale traktuję go jako punkt wyjścia i dzięki niemu, mam nadzieję, zachowam jeszcze długo dobrą formę. Stałe wprowadzam doń pewne korekty, po­znając nowe suplementy oraz wypróbowując na sobie skutecz­ność nowych preparatów.

Nikt nie potrafi przewidzieć przyszłości, ale jedną z zalet mo­jego programu na długowieczność jest to, że stosując go, czuję się znakomicie i pełen wigoru. Pozytywne doraźne rezultaty stanowią solidny bodziec, także dla mnie samego. Jeżeli podejmując wła­sny program, też poczujesz się zdrowszy, nie przyjdzie ci już do głowy myśl, żeby zeń zrezygnować.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.