Nieszczelna zastawka

Kiedy wstąpiłem do college’u, rutynowe badania lekarskie, które musieli przechodzić wszyscy studenci, wykazały, że bynaj­mniej nie mam szmerów serca, które wcześniej u mnie stwierdzo­no. Zamiast tego dowiedziałem się, że cierpię na nieszczelną zastawkę aorty. Lekarze dodali, że powinienem zrezygnować z wszelkiego poważniejszego wysiłku fizycznego (czyli każdego sportu, z wyjątkiem golfa i szachów!). Wyjaśniono mi, że taka wada aorty prawdopodobnie ulegnie pogorszeniu w ciągu kolej­nych piętnastu do trzydziestu lat; że najpewniej dojdzie u mnie do zastoinowej niewydolności serca, gdyż moje serce nie podoła zwiększonym obciążeniom towarzyszącym zaburzeniom w przepływie krwi.

Gdy postawiono tę diagnozę, a było to w 1962 roku, nie mia­łem powodu, by powątpiewać w słuszność lekarskiej opinii. Choć jakoś pogodziłem się z ich diagnozą, nie byłem w stanie przyjąć potulnie roli biernej ofiary, którą miałem w przyszłości się stać. Nie zrezygnowałem, choć lekarze uważali to za czyste szaleń­stwo, z uprawiania niektórych dyscyplin sportowych (choć wyko­rzystywałem zwolnienie lekarskie, aby nie uczestniczyć w zaję­ciach z gimnastyki, których nie lubiłem).

Znacznie później dowiedziałem się, że planowano wymianę mojej wadliwej zastawki na plastikową ale moi rodzice nie wyra­zili zgody na operację – nie wyglądałem na ciężko chorego, poza tym odnosili się sceptycznie do wszelkich brutalnych interwencji medycznych. Godzi się wyjaśnić, że wymiana zastawki nie jest obecnie już tak ryzykownym dla życia zabiegiem jak w 1962. Li­czę na dalszy postęp w tej dziedzinie, jeśli wspomniana operacja kiedyś okaże się rzeczywiście konieczna.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.