Destruktywne praktyki rolnicze

Stosowane współcześnie przez farmerów czy rolników prakty­ki znacznie obniżają jakość pożywienia. Metody, które mają na celu zwiększenie plonów, ułatwienie transportu lub magazynowa­nia żywności (spójrzmy chociażby na pomidory, które nie psują się miesiącami), na ogół obniżają jakość odżywczą produktów spożywczych – ta bowiem niezbyt się liczy, gdy w grę wchodzi genetyczne modyfikowanie roślin lub podnoszenie wydajności gleby.

Nowoczesne metody uprawy ziemi mają na jakość gleby fatal­ny wpływ. Większość sztucznych nawozów nie dostarcza składni­ków mineralnych potrzebnych człowiekowi. Żywność naturalna jest lepsza oraz bezpieczniejsza, wolna od środków owado- i chwastobójczych. Nie zawiera też tysięcy innych substancji chemicznych, dodawanych w trakcie konserwowania albo prze­twarzania. Istnieje duże zróżnicowanie gleby: na wielu obszarach rolniczych została ona wyjałowiona z pewnych pierwiastków, jak choćby w północno-wschodnich stanach Ameryki (ale nie tylko tam), gdzie występuje brak selenu. Selen zaś odgrywa ważną rolę w zapobieganiu chorobom serca oraz nowotworom. Badacze wy­kazali, że ludność z regionów, gdzie zawartość selenu w glebie jest niska, częściej zapadają na raka. Selen, który podobnie jak chrom czy jod powinien występować w śladowych ilościach w zdrowej diecie, nie wpływa na wygląd albo trwałość jadalnych roślin – zatem producenci żywności nie interesują się nim w naj­mniejszym stopniu.

Owoce oraz warzywa bywają nierzadko zrywane nim w pełni dojrzeją; dojrzewają potem w trakcie transportu, w magazynach czy na półkach sklepowych. I nie są tak bogate w witaminy lub minerały jak te, które osiągają stan dojrzałości na drzewach albo krzewach.

Niektóre składniki odżywcze ulegają zniszczeniu podczas transportu oraz magazynowania. Owoce, a także warzywa, tracą znaczny procent witaminy C już po trzech dniach leżakowania w chłodni, natomiast w temperaturze pokojowej – jeszcze szyb­ciej. Suszenie owoców prowadzi na ogół do utraty witamin A, C oraz E. Nie chcę przez to powiedzieć, że magazynowana żywność nie ma żadnej wartości, należy ją jednak uzupełniać suplementa­mi. Napromienianie produktów spożywczych w celu nadania im większej trwałości stwarza kolejne problemy, nie wpływając w ostatecznym rozrachunku korzystnie na zdrowie konsumentów.

Można uporać się z takimi kłopotami samemu, uprawiając owoce oraz warzywa, albo kupując tylko te, które produkowane są w sposób naturalny (tych nie da się zbyt długo magazynować). Dostępne w handlu warzywa są niejednokrotnie pryskane chemi­kaliami. Substancje są często szkodliwe; gromadzą się w tkance tłuszczowej, przez długie lata szkodząc całemu organizmowi. Wspomnijmy tu chociażby o DDT, wciąż obecnym w ludzkich tkankach, mimo iż w USA zabroniono stosowania tego preparatu na długo zanim ostatecznie dowiedziono jego szkodliwości.

Liczne z pestycydów zakazanych w Stanach Zjednoczonych znajdują się w wolnym handlu w krajach Trzeciego Świata; tam­tejsza żywność trafia następnie na rynek amerykański czy euro­pejski – tworzy się w ten sposób coś w rodzaju zatrutego kręgu. Kontrola nad stosowaniem środków owadobójczych czy innych chemikaliów pozostawia w wielu państwach wiele do życzenia. Rolnicy stosujący owe chemikalia często zapadają na dolegliwo­ści wynikające z częstego stykania się ze wspomnianymi prepara­tami. W walce z tymi truciznami bywają skuteczne niektóre su­plementy – przede wszystkim witaminy C, E, B-complex, karotenoidy, bioflawonoidy itp. Oczywiście, najrozsądniej wybierać żywność hodowaną ekologicznie.

Niedawne wprowadzenie żywności modyfikowanej genetycz­nie nadało całej kwestii nowego wymiaru. Na razie nie wiadomo, czy takie produkty spożywcze są bezpieczne, chociaż wielu nau­kowców (oraz producentów żywności i potentatów agrobiznesu) przekonuje, że można je wprowadzić do handlu. Temu jednak przeciwstawia się stanowczo wiele organizacji ekologicznych; protestują one głównie przeciwko nazywaniu tej żywności „orga­niczną” czy też „naturalną”. Niektóre ze zmian genetycznych mają uczynić rośliny odporniejszymi na pestycydy, by można je było z czystym sumieniem opryskiwać. W rezultacie dość realna staje się wizja ewentualnych mutacji owadów czy innych szko­dników, które w ten sposób mogą się stać oporne na substancje stosowane przeciwko nim.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.