Archive for the ‘Rewolucja w medycynie’ Category

Czy suplementy są naturalne?

Może się zdawać, że branie suplementów nie jest „naturalne”. W pewnym sensie jest to prawda, cóż jednak począć, skoro współczesne produkty spożywcze nie są tak zasobne w składniki odżywcze, jak to sugerują reklamy, a przyjmowanie suplementów okazało się korzystne w profilaktyce zdrowotnej oraz w leczeniu pewnych schorzeń. Suplementy to preparaty uzupełniające, za­wierające duże dawki potrzebnych człowiekowi składników odżywczych (no, może poza ziołami, które i tak mają dużą wartość terapeutyczną); w przeciwieństwie do leków farmaceu­tycznych przywracają one normalne funkcje metaboliczne oraz chronią nas przed stresorami środowiskowymi. Nie żyjemy bo­wiem obecnie w środowisku naturalnym. Poza tym, nie wszystko, co naturalne, jest od razu zdrowe bądź korzystne dla człowieka. Do rzeczy „naturalnych” możemy wszak zaliczyć trzęsienia zie­mi, powodzie czy syfilis – a pragniemy ich przecież uniknąć. Su­plementy pozwalają ci stawić opór niepożądanym wpływom ze­wnętrznym, zarówno naturalnym, jak nienaturalnym.

Profilaktyka medyczna kładzie na ogół nacisk na to, czego nie powinieneś robić – palić, pić nadmiernych ilości alkoholu, narko­tyzować się czy przejadać. To wszystko jest bardzo ważne, ale nie wyczerpuje zagadnienia. Program pozytywny zakłada, że weź­miesz czynny udział w walce o swoje zdrowie. Uzupełnianie die­ty suplementami stanowi jeden ze sposobów działania na rzecz własnego dobra, na rzecz podniesienia witalności, przedłużenia życia. Suplementy dietetyczne od lat pomagają bardzo wielu lu­dziom. Uwierz mi: pomogą również tobie.

Składniki odżywcze oraz inne suplementy

Znamy około pięćdziesięciu substancji będących składnikami odżywczymi; zaliczamy do nich witaminy, minerały, niezbędne kwasy tłuszczowe oraz aminokwasy. Należy je stale dostarczać organizmowi w stosunkowo niewielkich dawkach; umożliwia to zachowanie zdrowia i uniknięcie takich chorób, jak pelagra (ru­mień lombardzki), beri-beri, szkorbut. Trzeba tu jednak wyjaśnić, że schorzenia wynikające z ostrego niedoboru któregoś ze skła­dników odżywczych występują w Ameryce czy innych krajach uprzemysłowionych raczej rzadko. Tam bowiem problemem większości ludzi jest kiepski ogólny stan zdrowia. Można, na przykład, konsumować dostatecznie dużo witaminy C, by zapo­biec szkorbutowi, ale równocześnie za mało, aby cieszyć się opty­malnym zdrowiem, energią czy „mocnym” układem odpornościo­wym.

Istnieją również liczne „warunkowo niezbędne” składniki odżywcze; znajdują się one w pożywieniu, ale też mogą być wy­twarzane przez organizm z innych substancji. Bywa, iż organizm nie wytwarza ich w ilościach potrzebnych do zachowania opty­malnego zdrowia; w takiej sytuacji suplementacja jest odpowie­dnią kuracją albo środkiem zapobiegawczym. Do wspomnianych substancji zaliczamy m.in. koenzym Q10, L-karnitynę, GLA (kwas gammalinolenowy), niektóre z aminokwasów egzogen­nych, np. L-argininę oraz L-glutaminę.

Obok powyższych związków w żywności znajdują się też inne substancje, których nie uważamy za „niezbędne”, wpływające korzystnie na zdrowie. Mam tu na myśli bioflawonoidy, zwane prościej flawonoidami. Są to barwniki roślinne, które mogą dzia­łać jako przeciwutleniacze lub też wzmagać dobroczynne oddzia­ływanie innych składników odżywczych. Nazywane są one czasa­mi związkami fitochemicznymi. czyli związkami chemicznymi pozyskiwanymi z roślin. Niektóre z nich można już nabywać w postaci suplementów, nie dotyczy to jednak wielu odkrytych niedawno. Ponadto, korzystnie wpływają na zdrowie zioła i pro­dukty roślinne – często dlatego, że zawierają lecznicze flawonoidy oraz inne związki fitochemiczne.

Diagnozy a optymalne zdrowie

Diagnoza to termin, którym określamy rozpoznany zbiór obja­wów. Jeżeli ów zbiór nie odpowiada któremuś ze znanych wzor­ców, diagnoza nie może być postawiona (co nie oznacza, że nie masz problemów zdrowotnych). Lekarze zakładają często, że nie ma niediagnozowalnych schorzeń; pacjent cierpi w takim przy­padku na dolegliwości „urojone” albo jego stan zdrowotny nie jest na tyle poważny, aby trzeba było podjąć leczenie. Tak się rzecz miała z zespołem napięcia przedmiesiączkowego, zespołem chroniczne­go przemęczenia czy też mięśniobólami, nim lekarze uznali je w końcu za „prawowite” dolegliwości. Fakt, że lekarz nie posta­wił diagnozy, nie oznacza, że pacjent jest zdrowy.

Jeśli przyjrzeć się dokładnie, okazuje się, że przyczyna więk­szości symptomów tkwi w zmianach biochemicznych oraz fizjo­logicznych. Często ma to związek z trybem życia, zaburzającym metabolizm. Liczne analizy wskazują, że współcześnie aż około 85% problemów zdrowotnych jest skutkiem niewłaściwego stylu codziennego życia. Z większością owych objawów – chociaż nie ze wszystkimi – można sobie poradzić bez leków chemicznych czy zabiegów chirurgicznych. Świadomość tego faktu odgrywa istotną rolę w nowoczesnej medycynie.

Zdrowie a długowieczność

Celem nowoczesnych zaleceń zdrowotnych jest zapobieganie chorobom oraz ich leczenie. Jedną z podstawowych korzyści, związanych z troską o zdrowie, jawi się zwiększenie prawdopo­dobieństwa, że będziemy żyli dłużej. Pragnienie, by żyć dłużej, to oznaka „zdrowej” miłości własnej – oto dobrze nam na Ziemi; chcemy tu długo pozostać. Osoby, którym brak takiej motywacji, mogą mieć duże trudności z dostosowaniem się do programów prowadzących do uzyskania optymalnego zdrowia.

Wiele osób szukających lekarskiej porady kieruje się jednym je­dynym celem: pragnieniem zachowania przez długie lata sprawno­ści fizycznej oraz umysłowej. Na długowieczność wpływa wiele czynników; do najistotniejszych należą: unikanie nadmiernych stre­sów, przestrzeganie właściwej diety, uprawianie ćwiczeń oraz przyjmowanie suplementów. Jeżeli chcesz być zdrowy także w za­awansowanym wieku, winieneś stosować możliwie wiele praktyk wpływających korzystnie na stan twojego ciała oraz ducha.

Inne praktyki zdrowotne

Chciałbym, abyś rozumiał, że suplementy stanowią tylko ele­ment kompleksowego programu zdrowotnego. Jego istotną częścią jest zdrowa dieta. Jestem zwolennikiem diety głównie jar­skiej; żywności naturalnej, bez dodatku cukru, oczyszczonej mąki, sztucznych barwników czy substancji zapachowych, kon­serwantów, margaryny oraz innych uwodorowanych olejów, o niewielkiej ilości „dobrego” tłuszczu czy oliwy.

Zachowanie zdrowia wymaga też stałej aktywności fizycznej. Z uwagi na to, że większość mieszkańców krajów uprzemysło­wionych prowadzi tzw. siedzący tryb życia, bardzo ważne jest opracowanie odpowiedniego programu ćwiczeń. Zacznij upra­wiać aerobik, jogę, ćwiczenia rozciągające, energiczne marsze, biegi, jazdę na rowerze. Wybierz jakiś rodzaj z wymienionych sportów; uprawiaj go przez 30-40 minut przez trzy do czterech razy w tygodniu. Dobrze jest trochę się spocić, chociaż należy unikać nadmiernego wysiłku (zaburzającego cykl oddechowy). Trening siłowy stanowi cenne uzupełnienie programu ćwiczeń.

Badania dowodzą, że starsi ludzie, którzy ćwiczą z obciążeniem, zachowują sprawne mięśnie nawet w bardzo podeszłym wieku.

Zwalczanie stresu to kolejny ważny element programu zdrowot­nego. W zmaganiach ze współczesnym życiem większość ludzi poddawana jest napięciom psychicznym (chociaż nie wierzę, by w przeszłości życie było „bezstresowe”). Stres odpowiada naszej reaktywności na niekorzystne bodźce – wewnętrzne i zewnętrzne. Czynniki prowadzące do stresu nazywamy stresorami. W walce ze stresem bardzo dobre rezultaty daje wizualizacja, ćwiczenia oddechowe, medytacja, samoregulacja, biofeedback oraz inne me­tody relaksacyjne; mają one działanie zapobiegające chorobom oraz lecznicze. (Tradycyjna profilaktyka medyczna jest godna po­chwał, ale nie da się zapobiec wszystkiemu; zresztą dobrze wie­dzieć, że pewne techniki profilaktyczne okazują się też skuteczne jako metody lecznicze).

Przeciwnicy zmian

Ten pozytywny trend w medycynie oraz opiece zdrowotnej na­potyka jednak na opór. Przeciwnicy trzymają się utartego sposo­bu myślenia o odżywianiu czy suplementach dietetycznych. Nie­rzadko głoszą błędne teorie, że terapeutycznych zalet witamin lub innych preparatów naturalnych nie potwierdzają wyniki badań na­ukowych; że suplementy są wręcz niebezpieczne. Opinie te są propagowane przez zatwardziałych sceptyków, którzy próbują utrzymać status quo. Osoby z tego kręgu często pracują dla firm farmaceutycznych, producentów żywności itp. Przesłanki, którymi się kierują, nie są więc do końca przejrzyste.

W 1995 roku na konferencji poświęconej kontrowersjom w kwestii odżywiania, zorganizowanej pod patronatem uniwersy­tetu w Vermont, trzej naukowcy oraz jeden lekarz wypowiedzieli się o zaletach stosowania suplementów w medycynie. Tuż przed konferencją jej przewodniczący odebrał telefon od człowieka, który pozwolił sobie na pogróżki pod adresem stronników suplementacji dietetycznej. Przewodniczący nie dał się zastraszyć, nie­mniej jeden z prelegentów zrezygnował z wygłoszenia odczytu. Tego rodzaju brudne praktyki nie mogą być tolerowane. Do po­ważnego w skutkach incydentu doszło na Ellis Island, gdzie wskutek gróźb odwołano wystawę, na której miano zademonstro­wać stosowane przez imigrantów, ludowe remedia na różne cho­roby.

Czasami przeciwnicy stosowania suplementów posługują się argumentem, że przyjmowanie dodatkowych substancji „podnosi koszt uryny”, ponieważ nadmiar większości witamin jest usuwa­ny z organizmu przez nerki. Opinia ta nie ma sensu, gdyż nie li­czy się „los” samych witamin, tylko ich uzdrawiający wpływ na organizm – w tym również na drogi moczowe. W istocie najnow­sze studia wykazały, że znaczne dawki witamin oraz składników mineralnych skutecznie zwalczają nowotwory pęcherza. Analogicznie, u pacjentów przyjmujących duże dozy suple­mentów dietetycznych łatwiejsze jest również leczenie złośliwe­go raka płuc.

Na szczęście z problematyką żywienia zapoznałem się po ukończeniu uczelni medycznej, miałem zatem okazję wyrobić so­bie własne poglądy na pewne kwestie. Nie musiałem stale się ścierać z tradycjonalistycznie nastawioną uczelnianą profesurą. Od czasów studenckich wiele się nauczyłem (oraz, co ważne, oduczyłem).

To właśnie kontakt z pacjentami uzmysłowił mi ostatecznie znaczenie suplementów dietetycznych oraz umożliwił zrozumienie ich oddziaływania na ludzki organizm. Codziennie mam okazję obserwować terapeutyczne lub profilaktyczne zalety suplementów. Ponieważ jednak na nasz sposób myślenia często wpływają nieuświadomione uprzedzenia.

Przemiany w medycynie

Opieka zdrowotna ulega znamiennym przeobrażeniom. Leka­rze wykazują coraz większe zainteresowanie stosowaniem dużych dawek suplementów w profilaktyce oraz leczeniu chorób. W isto­cie nie tylko zalecają branie ich pacjentom, ale także zaczynają przyjmować je sami. Czterech na pięciu lekarzy w USA przyjmu­je np. witaminę E. Naukowcy prowadzący badania laboratoryjne nad witaminami zmuszeni są czasem przyznawać, że „chociaż nie ma podstaw, aby zalecać witaminę E wszystkim”, to sami chętnie ją łykają! Dlaczego większość ludzi ma czekać na oficjalne ze­zwolenie, skoro można się wzorować na tych, którzy z pierwszej ręki poznali wartość zdrowotną konkretnych substancji i nie wa­hają się ich stosować?

Ostatnio jeden z moich kolegów po fachu zapytał mnie, jaką daw­kę pewnego składnika odżywczego zaleciłbym pacjentowi choremu na serce. Próbował już bowiem wszystkiego – bez efektów; wreszcie postanowił zwrócić się ku dietetyce. Mam nadzieję, że w przyszło­ści nie będzie zwlekać z tym do chwili, gdy stan jego pacjentów sta­nie się krytyczny. Niestety, nadal wielu praktykujących lekarzy boi się kpin ze strony „lepiej wykształconych” kolegów, którzy krytyku­ją stosowanie suplementów zamiast „normalnych” leków.

Suplementy dietetyczne są integralną częścią nowoczesnego programu zdrowotnego. Sam przyjmuję je począwszy od roku 1971; rutynowo zalecam je swoim pacjentom od roku 1976. Kie­dy w 1970 roku ukończyłem studia medyczne, nie miałem zielo­nego pojęcia o dietetyce czy optymalnym odżywianiu. W owych czasach zresztą przeciętny lekarz wiedział o tym tyle, ile typowa sekretarka, chyba że ta ostatnia walczyła z nadwagą; wówczas znała się na dietetyce lepiej niż lekarz!

Niestety, podejście do tego problemu właściwie nie zmieniło się na uczelniach medycznych, gdzie kwestia odżywiania nadal jest lekceważona. Pewne zmiany na lepsze zostały wymuszone przez zainteresowanie szeroko pojętą dietetyką oraz upowszechnienie tzw. medycyny alternatywnej. Znaczną rolę odegrały tu niezależne stowarzyszenia lekarskie, np. Amerykańskie Kole­gium na rzecz Postępu w Medycynie, Amerykańska Akademia Medycyny Środowiskowej, wreszcie Amerykański Związek Medycyny Holistycznej.

Dopiero niedawno na uczelniach medycznych wprowadzono kursy poświęcone medycynie alternatywnej oraz komplementar­nej. Studenci wykazują wzmożone zainteresowanie tą tematyką, a zatem dyscyplina będzie się prawdopodobnie rozwijała. W 1998 roku blisko połowa akademii kształcących w USA przyszłych le­karzy prowadziła już wykłady o medycynie komplementarnej, al­ternatywnej czy też „zintegrowanej”, którą ja określam po prostu mianem „dobrej medycyny”. Ponieważ szpitale nadal bazują na tradycyjnych metodach, najwięcej na temat leczenia żywnością można się dowiedzieć na wspomnianych kursach.