Archive for Maj, 2012

Zdrowe normy dietetyczne

Moje własne zalecenia co do właściwego poboru składników odżywczych różnią się znacznie od standardów określonych przez twórców RDA czy DV. Uważam, że źródłem witamin i minerałów powinna być zarówno żywność, jak suplementy dietetyczne. Mo­ja norma dla niektórych substancji odżywczych przekracza znacz­nie dawki, zawarte w artykułach spożywczych oraz dostępnych preparatach multiwitaminowych, należy je więc przyjmować do­datkowo. Trudno czerpać wystarczająco dużo witaminy C czy kwasu foliowego z samego pożywienia – chociaż nie jest to nie­możliwe, jeśli dieta składa się przede wszystkim ze świeżych owoców i warzyw, wypieków z razowej mąki, wreszcie nasion ro­ślin strączkowych. Na przykład, szklanka szparagów zawiera 160 mcg kwasu foliowego, a awokado – 124 mcg (około 1000 mcg tego składnika odżywczego znajduje się w ok. 0,5 kg wątroby zwierzęcej, od spożywania której radziłbym się jednak powstrzymać). Papaja ma ok. 187 mg witaminy C (i tylko 117 ka­lorii), szklanka czarnych porzeczek – 200 mg i zaledwie 71 kalo­rii, szklanka brokułów – 82 mg przy tylko 24 kaloriach. Widać za­tem, że przy wyborze wartościowych w sensie odżywczym arty­kułów spożywczych mamy szansę wypełnić zdrowe normy, co jednak jest również możliwe poprzez przyjmowanie odpowie­dnich dawek suplementów.

W celach profilaktycznych, dla ochrony przed wolnymi rodni­kami oraz dla ogólnej poprawy zdrowia, zalecam następujące dawki:

Witamina A (w tym karoteny)                                           25 000j.m.

Witamina C                                                                         4000 mg

Witamina D                                                                           400 j.m.

Witamina E                                                                           400 j.m.

Tiamina (witamina B,)                                                           100 mg

Ryboflawina (witamina BJ                                                      50 mg

Niacyna (amid kwasu nikotynowego; witamina BJ                150 mg

Pirydoksyna (witamina B6)                                                     100 mg

Folan (kwas foliowy)                                                             2000 mc

Kobalamina (witamina B12)                                                1000 mcg

Biotyna                                                                                  300 mcg

Kwas pantotenowy (witamina B5)                                         100 mg

Wapń                                                                                      500 mg
Żelazo                                                                                       18 mg
Fosfor                                                                                    1000 mg
Jod                                                                                         150 mcg
Magnez                                                                                    500 mg
Cynk                                                                                          30 mg
Miedź                                                                                           3 mg
Sód                                                                                 500-1000 mg
Potas                                                                                     4000 mg

 

Zauważ, że rekomendowana przeze mnie dawka sodu (czyli so­li kuchennej) jest niższa od norm DV; nadmiar tego pierwiastka szkodzi. W istocie jednak normy DV ustalono częściowo na pod­stawie obecnego modelu żywieniowego, nie zaś wyłącznie opierając się na wymogach zdrowia. Tak więc soli spożywamy na ogół za dużo (5000-13000 mg dziennie!), a DV dla sodu przekra­cza nasze rzeczywiste potrzeby. Wygląda na to, że osoby, które ustalały wspomniane normy, obawiały się dać do zrozumienia mieszkańcom USA, że odżywiają się nieodpowiednio.

 

W mniejszym stopniu problem ten dotyczy także wapnia. Za­potrzebowanie na ten pierwiastek wzrasta wyraźnie u osób utrzy­mujących niewłaściwą dietę. Jedzenie znacznych ilości białka (głównie pochodzenia zwierzęcego), kofeiny, cukru, oczyszczo­nej soli czy napojów gazowanych zmusza niejako do tego, by spo­żywać więcej wapnia. Podobnie ma się rzecz, gdy ktoś prowadzi bierny tryb życia; dodajmy tu jednak, że jeżeli komuś zależy na utrzymaniu odpowiedniej gęstości kośćca, wapń nie zastąpi ćwi­czeń, energicznych spacerów lub joggingu. Jeśli przyjmujesz od­powiednie dawki magnezu, to najprawdopodobniej nie musisz się obawiać ujemnych skutków brania pewnych dodatkowych, roz­sądnych dawek wapnia w postaci suplementu. Według dawniej­szych standardów należało przyjmować dwukrotnie większe dozy wapnia niż magnezu. Zalecenie owo oparto na podstawie stosunku obu tych pierwiastków we krwi, ale proporcja ta nie odzwiercie­dla rzeczywistych potrzeb dietetycznych. Indywidualne różnice wchłaniania oraz różna zdolność wykorzystania obu tych pierwia­stków sprawiają iż dawne zalecenie można uznać za zbyt upro­szczone i schematyczne.

Niedobór magnezu zdarza się bardzo często. Niewielki niedo­statek tego pierwiastka w organizmie trudno wykryć, niemniej długoterminowe skutki niedoborów magnezu są poważne. Wy­mieńmy chociażby zaburzenia neurologiczne, schorzenia serca oraz nerek. Z tego właśnie powodu zalecam przyjmowanie co naj­mniej takich dawek magnezu, jak wapnia. Zwiększone spożycie wapnia wzmaga równocześnie zapotrzebowanie na magnez.

Zdrowa dieta zawiera sama w sobie spore ilości potasu – znacznie powyżej 4000 mg dziennie, gdyż warzywa, owoce, ziarna zbóż i nasiona roślin strączkowych są w ten pierwiastek bardzo zasobne. Mimo to osoby biorące pewne środki moczopędne lub też spożywające dużo soli, powinny zapewne brać potas w posta­ci suplementów. Typowa dieta w krajach rozwiniętych jest wzglę­dnie uboga w potas, zawierając zarazem znaczny nadmiar sodu.

Wartości dzienne

Na opakowaniach żywności oraz suplementów dietetycznych można znaleźć informację o „zawartości w stosunku do dzienne­go zapotrzebowania wyrażonej w procentach”. Jest to kolejny, odmienny od RDI, zestaw norm składników odżywczych; dobo­we normy witamin i składników mineralnych przedstawiają się, wedle twórców tego systemu, następująco:

Witamina A (beta-karoten)   5000j.m.
Witamina C       60 mg
Witamina D       400 j.m.
Witamina E         30 j.m.
Tiamina (witamina B1)     1,5 mg
Ryboflawina (witamina B2)    1,7 mg
Niacyna (amid kwasu nikotynowego; witamina B3)   20 mg
Pirydoksyna (witamina B6)    2,0 mg
Folan (kwas foliowy)         400 mcg
Kobalamina (witamina B12)     6,0 mcg
Biotyna        0,3 mg
Kwas pantotenowy (witamina B5)    10 mg
Wapń       1000 mg
Żelazo          18 mg
Fosfor       1000 mg
Jod            150 mcg
Magnez       400 mg
Cynk             15 mg
Miedź              2 mg
Sód           2500 mg
Potas        4000 mg

Nie ustalono zatem „wartości dziennych” dla innych składni­ków odżywczych, takich jak witamina K, mangan, selen czy chrom, co bynajmniej jednak nie oznacza, iż są one nieistotne.

Zalecane dobowe normy składników odżywczych

Zalecane racje (RDA) zostały ustalone przez Radę ds. Żywno­ści i Odżywiania wchodzącą w skład Narodowej Rady Badawczej przy amerykańskiej Akademii Nauk; w 1989 roku wprowadzono do nich pewne korekty. RDA miały na celu zapobieganie choro­bom niedoborowym u „zdrowych” osób. Informacje o zawartości składników odżywczych muszą być zamieszczane na opakowa­niach przetworzonych produktów spożywczych. Opierając się na wspomnianych zaleceniach, opracowano normy RDI oraz nie­co później, w 1997 roku, DRI, które miały być umieszczone w in­formacjach na opakowaniach artykułów żywnościowych. Wyja­śnijmy jednak, że schorzenia niedoborowe, którym przestrzeganie owych norm zapobiega (np. szkorbut czy beri-beri), nie stanowią problemu w krajach uprzemysłowionych, dlatego ustalone w ten sposób standardy mają się nijak do promowania zdrowia i zapo­biegania chronicznym chorobom degeneratywnym (tzw. cywiliza­cyjnym) czy nowotworom.

Własna uzdrawiająca moc

Namiętne spory toczone w kręgach rządowych wokół „kryzysu opieki zdrowotnej” są znacznym stopniu bezprzedmiotowe.

Większość mieszkańców rozwiniętych państw Zachodu cierpi bowiem z powodu jej nadmiaru. Służba zdrowia ma pełne ręce roboty, ponieważ sami pacjenci nie troszczą się wystarczająco o siebie. Samemu można uczynić w tym zakresie więcej niż wszystkie osoby na eksponowanych stanowiskach, które biedzą się nad kryzysem zdrowotnym czy wysokimi kosztami leczenia. Wystarczy zadbać o własny organizm i – samodzielnie – leczyć się taniej.

O ile bowiem władze nie są w stanie rozwiązać kryzysu zdro­wotnego, który ogarnął tzw. rozwinięte społeczeństwa, o tyle ty sam możesz dla własnego zdrowia uczynić bardzo dużo; więcej niż zapewniłby ci jakikolwiek program rządowy. Naiwnością byłoby sądzić, że władze szczerze się troszczą o zdrowie ludno­ści, skoro pozwalają producentom parówek, hamburgerów czy na­pojów gazowanych otwierać swoje punkty sprzedaży w szkołach. Bywa, że politycy sami pozują do zdjęć z frytkami i przesłodzo­nymi koktajlami w dłoniach w barach sprzedających szybkie dania – i nie ma większego znaczenia, że przybiegają tam w spor­towym obuwiu, ubrani w dres do joggingu.

Nie musisz akceptować tego stanu rzeczy. Twoje zdrowie znaj­duje się w twych rękach. Pewnego razu widziałem w jednym z czasopism poświęconych zdrowiu następujące prześmiewcze ogłoszenie: „Poszukiwani reformatorzy: Nie w świecie polityki, tylko tacy, którzy umieją zmienić się sami”. Ty też powinieneś za­cząć „reformowanie” od własnego podwórka.

Jeżeli chorujesz albo po prostu nie dopisuje ci samopoczucie, pamiętaj, że w większości wypadków dysponujesz mocą samo­dzielnego powrotu do zdrowia. Często wystarczy tylko zmiana stylu życia, wsparta przyjmowaniem suplementów dietetycznych.

Najpierw wypróbuj suplementy

Jest oczywiste, że wiele osób leczonych środkami farmakolo­gicznymi powinno mieć najpierw szansę wypróbowania komple­ksowego programu zdrowotnego, wzbogaconego o suplementację dietetyczną. Oczywiście, w sytuacji krytycznej zdecydowanie po­pieram użycie antybiotyków lub operację. Składniki odżywcze mogą jednak przynieść poprawę nawet w ostrych stanach. Ostat­nie badania wykazały, że pacjentom po ataku serca mogą pomóc zastrzyki z magnezu, które znacznie ograniczają ryzyko powikłań czy śmierci. Magnez sprawdził się także przy ostrych atakach ast­my. Jeżeli problemy zdrowotne nie ustąpią pomimo stosowania składników odżywczych, suplementów dietetycznych, ćwiczeń lub technik relaksacyjnych, wówczas zawsze pozostają „konwen­cjonalna” medycyna i chirurgia.

Większość dolegliwości nie wymaga wszak uciekania się do „brutalnych” metod. Leczenie ich w tradycyjny, nadal rozpo­wszechniony sposób, bywa kosztowne, czasochłonne, a wreszcie często nieskuteczne. Przynosząc okresową ulgę, powoduje inne komplikacje, które od czasu do czasu wiodą do śmierci. Efekty uboczne leków farmakologicznych są z punktu widzenia statysty­ki groźniejsze od wypadków samochodowych, zajmując, od czwartego do szóstego miej­sca wśród przyczyn zgonów w krajach uprzemysłowionych. Nie­potrzebne zabiegi chirurgiczne (głównie na pacjentach chorych na serce) często kończą się tragicznie – dotyczy to zwłaszcza tzw. bypassów. Pamiętaj, że ostatecznie decyzja co do twego zdrowia należy do ciebie.

Porady

Jeże­li masz poważniejsze problemy ze zdrowiem, rozsądnie byłoby zasięgnąć porady lekarskiej – zwłaszcza opinii specjalisty, który pojmuje kluczowe znaczenie optymalnego trybu życia oraz suple­mentacji i który może ci służyć cennymi wskazówkami. Razem jesteście w stanie wypracować kompleksowy plan zdrowotny, uwzględniający twe indywidualne potrzeby.

Jak już wiesz, większość suplementów dietetycznych to w isto­cie naturalne składniki odżywcze, użyteczne zarówno w profilak­tyce, jak i leczeniu. Suplementy ziołowe często leczą konkretne dolegliwości, a ponadto działają zapobiegawczo, odprężająco, po­magają wreszcie osobom w podeszłym wieku. Na przykład je­żówka przyjmowana co jakiś czas nawet przez zdrowe osoby, wzmacnia układ odpornościowy oraz poprawia funkcjonowanie wątroby, natomiast żeń-szeń, obok podnoszenia odporności, łago­dzi też skutki napięć nerwowych. Liczne produkty zielarskie po­magają w niektórych ostrych schorzeniach lub doraźnie jako środ­ki pierwszej pomocy.

Sytuacja w Kanadzie

W Kanadzie nabywcy suplementów dietetycznych stykają się z podobnymi problemami jak Amerykanie. Obowiązujące w tym kraju przepisy są jeszcze surowsze. W 1995 roku kanadyjski parla­ment debatował nad aktem prawnym, którego pomysłodawcy chcieli w ogóle zlikwidować legalną sprzedaż suplementów (bez recepty lekarskiej). Równocześnie rzucono propozycję ogranicze­nia dostępu do informacji o suplementach dietetycznych.

Ustawa taka w sensie technicznym wyjęłaby spod prawa każ­dego sprzedawcę herbatek ziołowych lub naturalnych preparatów o właściwościach rozluźniających bądź uspokajających. W Kana­dzie tryptofan można dostać wyłącznie na receptę, a jego cena jest zawrotnie wysoka (podobnie zresztą sprawy się mają w USA).

Oczywiście taki akt prawny nie uwzględniał substancji o rze­czywiście szkodliwym działaniu. A zatem Kanadyjczycy znaleźli­by się w groteskowej sytuacji – mogliby bez przeszkód kupować nikotynę, alkohol czy kofeinę, ale nie naturalną witaminę C czy E w dużych dawkach; ta ostatnia byłaby do nabycia na ta­kich samych zasadach, co znacznie bardziej niebezpieczne środki farmakologiczne. Kanadyjskie związki konsumenckie starają się wywalczyć swobodny dostęp do suplementów dietetycznych i in­formacji o nich.

Blokada informacyjna

Przepisy wprowadzone przez FDA mają jakoby na celu ochro­nę społeczeństwa przed dezinformacją ze strony nieuczciwych producentów suplementów dietetycznych. To prawda, takie god­ne pożałowania praktyki zdarzały się w przeszłości i zdarzają się, chociaż znacznie rzadziej, także dzisiaj. A jednak nadgorliwość FDA w „chronieniu” społeczeństwa przed nieprecyzyjnymi infor­macjami przypomina wylewanie dziecka z kąpielą.

Prawda jest taka, że wyniki licznych prowadzonych niedawno badań naukowych wskazują niedwuznacznie na zalety stosowania suplementów dietetycznych w niemal każdej dziedzinie opieki zdrowotnej. Dowiedziono, że suplementy są pomocne w leczeniu wielu schorzeń – od nowotworów, przez choroby serca, AIDS, po migreny. Umożliwiają szybsze odstawienie farmaceutyków, a po­nadto redukują koszty terapii – w wymiarze finansowym oraz psychofizycznym.

Pomimo oficjalnej „klątwy” rzuconej na suplementy przez agencje rządowe oraz główny nurt lekarskiego gremium, popyt na witaminy i preparaty mineralne stale wzrasta. W odpowiedzi na to FDA posłużyła się machinacjami prawnymi, blokując w konse­kwencji swobodę przepływu rzetelnych informacji na temat su­plementów.

W latach 1992-1993 amerykański Kongres rozważał przegło­sowanie aktu, który ograniczałby możliwość prawnych nadużyć ze strony FDA. Podczas przesłuchań przeprowadzonych w roku 1992 przez senacką komisję ds. pracy i zasobów ludzkich, David Kessler, reprezentujący FDA, wypowiedział oficjalnie wiele zu­pełnie błędnych opinii na temat suplementów. Zaprezentował też senatorom opakowania pewnych suplementów dietetycznych, których prawdziwa wartość odżywcza miała nie odpowiadać in­formacjom podanym przez producentów.

Reklamowanie suplementów dietetycznych przez samych wy­twórców jest wbrew przepisom FDA, nawet jeżeli treść owych haseł reklamowych jest zgodna z prawdą; producenci innych le­ków nie są w USA narażeni na podobne restrykcje. Na przykład, gdyby amerykańska publiczna służba zdrowia zaleciła kobietom w ciąży przyjmowanie kwasu foliowego, stanowiłoby to nielegal­ne „reklamowanie” tegoż suplementu; podobnie niezgodna z re­gułami narzuconymi przez FDA byłaby literatura promocyjna za­wierająca np. prawdziwe stwierdzenie, iż folan może zapobiec wadom wrodzonym u dzieci.

Odpowiedni akt prawny (The Dietary Supplement and Health Education Act) został ostatecznie uchwalony, pomimo silnego oporu ze strony wysoko postawionych protektorów FDA. Nieste­ty, wiele paragrafów senackiej wersji aktu, mających ułatwić ludziom łatwiejszy dostęp do informacji o suplementach, zostało zmienionych przed zatwierdzeniem przez Izbę Reprezentantów.

W 1993 roku zeznawałem przed komisją senacką. Byłem zmu­szony odstąpić od przygotowanego wcześniej wystąpienia, aby zareagować na nieścisłości, które znalazły się w wypowiedzi dyrektora FDA. Następnie złożyłem w komisji pisemną wersję zeznania, zawierającego opinie, które, o czym byłem przekonany, należało dobitnie podkreślić. Zawsze reaguję zdumieniem na zniekształcanie danych naukowych dla celów politycznych.

Od czasu zatwierdzenia wspomnianego aktu FDA podejmowa­ła próby przedefiniowania znaczenia terminu choroba, usiłując w ten sposób obejść nałożone normy prawne. W obecnej sytuacji producenci suplementów mogą sobie pozwolić na stwierdzenie, że np. chrom reguluje poziom cukru we krwi, a witamina E wspo­maga krążenie. Inaczej jednak ma się sprawa w przypadku opisu skuteczności leczenia takich czy innych schorzeń – producentowi nie wolno napisać w ulotce reklamowej, że chrom pomaga w cu­krzycy, a witamina E przy chorobach serca. Próbując rozciągnąć swe uprawnienia, FDA starała się utrzymywać, iż pewne zaburze­nia w funkcjonowaniu organizmu są w istocie „chorobami” (my­ląc objawy z przyczynami). Na przykład, menopauza to normalny proces, związany z wiekiem, niemniej FDA uparcie usiłuje zdefi­niować przekwitanie jako schorzenie, a zatem produceni suple­mentów nie mogą oficjalnie stwierdzić, że taki czy inny lek zioło­wy łagodzi objawy menopauzy.

Teraz na froncie, na którym powstrzymano agresywne poczy­nania FDA, pałeczkę przejęła Federalna Komisja Handlu (FTC). Przedstawiciele owej komisji utrzymują że wspomniany akt praw­ny nie dotyczy FTC i że komisja może pozwać tych producentów, którzy nie przedstawiają wymaganych dowodów skuteczności swych suplementów. Środowiska opiniotwórcze oraz zaintereso­wani sprawą członkowie Kongresu natychmiast zwrócili uwagę na ten biurokratyczny manewr, postrzegając to jako próbę ominię­cia obowiązującego prawa. FTC bowiem nie ma możliwości usta­lania, co jest, a co nie jest odpowiednią podbudową naukową twierdzeń głoszonych przez producentów suplementów. Kierow­nictwo FTC korzysta wprawdzie stale z usług ekspertów, nie je­stem jednak przekonany, czy opinie tychże specjalistów są całko­wicie bezstronne.

Niestety, pomimo zatwierdzenia rozwodnionej wersji Aktu o Edukacji w zakresie Suplementów Dietetycznych, nadal toczą się polityczne, zakulisowe rozgrywki, których wyniku jeszcze nie znamy. Urzędnicy i prawnicy z FDA w pocie czoła pracują nad „interpretacją” poszczególnych klauzul rzeczonego aktu, wciąż starając się ograniczyć dostępność suplementów oraz informacji o nich. W 1999 roku FDA przegrała głośną rozprawę sądową do­tyczącą etykiet na opakowaniach suplementów. Administracja Żywności i Leków musi teraz przedstawić definicję „istotnej jed­nomyślności naukowej”, tak aby firmy mogły umieszczać na opa­kowaniach „legalne” informacje. Pomimo przegranej w sądzie, FDA nadal utrudnia swobodny przepływ wiadomości w interesu­jącej nas dziedzinie, co skłania do niewesołego wniosku, że insty­tucja ta stara się chronić interesy firm farmaceutycznych, a nie społeczeństwa.

Amerykanie mają wprawdzie możliwość skontaktowania się ze swoimi przedstawicielami w Waszyngtonie, a także kilkoma orga­nizacjami, które od 1999 roku próbują doprowadzić do rewizji nieprecyzyjnych klauzul aktu o suplementach dietetycznych, ale sprawa ta ma niewielkie szanse na ostateczne rozstrzygnięcie w ciągu najbliższych kilku lat. Do wspomnianych organizacji na­leżą m.in. Amerykański Związek Profilaktyki Medycznej oraz Obywatele na rzecz Zdrowia – oddolna inicjatywa w celu zwięk­szenia swobód w dziedzinie ochrony zdrowia.

W 1998 roku Kongres ustanowił przy Narodowych Instytu­cjach Zdrowia nowe Centrum Medycyny Komplementarnej i Al­ternatywnej (NCCAM). Wcześniej było to jedynie biuro nie ma­jące możliwości, by wspierać niezależne badania, niezbędne dla rozwoju medycyny alternatywnej. Obecnie jednak budżet tego ośrodka został powiększony i bardzo prawdopodobne, że znajdą się środki na poważne prace naukowe.

Wiadomości ogólne

W ostatnich latach w Stanach Zjednoczonych wzmogły się na nowo kontrowersje wokół suplementów dietetycz­nych, a to głównie dlatego, że Administracja Żywności i Leków (FDA) podjęła próby ograniczenia rozpowszechniania informacji o suplementach. Wyolbrzymiając problem sporadycznej nieuczci­wości producentów, a zarazem reklamując „nowe i bezpieczne” leki farmakologiczne, FDA podjęła kampanię przeciwko suple­mentom dietetycznym.

Sytuacja w USA znajduje swoje odbicie także w innych kra­jach, ponieważ stosowne organizacje w tych że wzorują się cza­sem na poczynaniach USA. Na przykład w Norwegii preparaty suplementowe zawierające witaminy czy składniki mineralne, które przekraczają znormalizowane dawki dzienne, zostały po­czątkowo wycofane z legalnej sprzedaży, a następnie zezwolono na ich sprzedaż w sieci specjalnych, nadzorowanych przez rząd, sklepów. W 1994 roku miałem możność publicz­nego wystąpienia w Wielkiej Brytanii na spotkaniu poświęconym wprowadzonym przez Wspólnotę Europejską regulacjom doty­czącym dozowania suplementów dietetycznych. Omawiano kwe­stię bezpiecznych dawek witaminy B6; ostatecznie – niechętnie – przyznano, że rozsądne dozy B6 nie mogą szkodzić, ponieważ ba­dania naukowe nie wykazały toksyczności owej witaminy w daw­ce do 500 mg. W wielu krajach toczy się prawdziwa bitwa o su­plementy; wygląda na to, iż ci, którzy sami pragną się zatroszczyć o własne zdrowie, mają poważne powody do obaw.

Nauka a medycyna

Nie unikam eksperymentów, zawsze jednak staram się opierać na odkryciach naukowych. Nauka rozwija się w szybkim tempie, dostarczając nowych informacji i modyfikując nasz punkt widze­nia. Jednakże wyniki badań należy zawsze traktować z pewną re­zerwą. Dane nie potwierdzone empirycznie są użyteczne do wy­ciągania ogólnych wniosków; trzeba się liczyć z koniecznością korekty utartych przekonań, także w odniesieniu do roli suplementów dietetycznych w opiece zdrowotnej – lecznictwie i profi­laktyce. Jakkolwiek medycyna bazuje na nauce, pozostaje zasa­dniczo sztuką, osadzoną na prawidłowych ocenach, znajomości pacjentów, empatii, wreszcie intuicji.

Nie zamierzam czekać na ostateczną decyzję nauki, które suplementy są bezpieczne i w jakich ilościach. Dotychczasowe wyniki badań i analiz dają podstawy do optymizmu, a poza tym nauka nigdy nie stoi w miejscu, jest bowiem dynamicznym proce­sem poszukiwania prawdy, zawsze uzależnionym od aktualnego stanu wiedzy. A obecny stan wiedzy skłania do wniosku, że opty­malne podejście do problemu opieki zdrowotnej winno uwzglę­dniać, poza propagowaniem właściwej diety, ćwiczeń fizycznych, umiejętności radzenia sobie ze stresem, także celowość stosowa­nia suplementów.